A A A

Niech się stanie piramida

Przed kilkunastoma tysiącami lat potworna fala upałów przetoczyła się przez Ziemię. Lody pokrywające Europę cofnęły się wtedy na północ, a step i puszcze Afryki Zwrotnikowej zamieniły się w pustynie. Na olbrzymim obszarze równym czwarte części kontynentu ustanowione zostało imperium piasku — Sahara.

W tym samym czasie rozpoczął się Wielki Exodus saharyjskich łowców, którzy ruszyli na wschód w poszukiwaniu wody i w pogoni za zwierzyną łowną. Ten, kto nie chciał bądź nie potrafił się przystosować do nowych, surowszych warunków życia zabierał broń, pakował dobytek i ciągnął ku Wielkiej Rzece — do egipskiej Ziemi Obiecanej. Najpierw uciekły tam zwierzęta, za nimi podążyli ludzie. Nad Nilem rozpoczął się długi okres mieszania się ludów przybyłych z zachodu, wschodu i południa, w wyniku czego ukształtował się naród egipski.

Wędrując przez Saharę wzdłuż zwrotnika Raka w kierunku wschodzącego słońca nie sposób ominąć Nilu, mulistej arterii wodnej prowadzącej urodzajnym korytarzem w głąb Czarnego Lądu, do serca Afryki, gdzie za siedmioma górami i za sześcioma kataraktami, wśród ciepłych afrykańskich bagien i podzwrotnikowej dżungli bierze swój początek Ojciec Wszystkich Rzek. Tam, gdzie dziś połyskują słońcu tafle jezior Kiwu, Wiktorii, Alberta i Taa, znajdowała się niegdyś egipska „kraina wód potępionych", rodzaj wodnego czyśćca, w którym wg. egipskiej „Księgi Stworzenia" pokutowały złe niebezpieczne dla człowieka siły przyrody, uwięzione przez dobrego boga Tota za nieszczęścia, jakie prowadziły na ludzi. Gdy jednak minął czas ich zesłania i pokuty, okiełzane i udobruchane żywioły opłynęły korytem Nilu na północ, przynosząc ludziom zadośćuczynienie za doznane krzywdy — życiodajny muł. Egipt — mawiali Egipcjanie — jest darem Nilu, a Nil — dodawali kapłani — jest potem boga Ozyrysa.

Około 17 czerwca, daleko na południu, obfity deszcz pada w fale Nilu Błękitnego (Egipcjanie zwą go "Łzami Izydy", opłakującej swego małżonka Ozyrysa). A już mniej więcej w miesiąc po tym „wielkim zlochu" — w pierwszy dzień egipskiego nowego roku, tj. 14 lipca rozpoczyna się w Egipcie przybór Nilu. Rzeka zmienia wtedy barwę, mętnieje, robi się szarozielona, a potem czerwona, znak to, iż z południa płynie ku północy naturalny nawóz — żyzny afrykański muł, na który czekają wysuszone słońcem pola. „Jakiż to wspaniały widok — napisze w I wieku n.e. rzymski filozof i moralista Seneka — gdy Nil wkracza na pola, ziemia znika spod nóg, a wioski nikną pod wodą. Tylko miasta sterczą jak wyspy, ustaje wszelka komunikacja drogowa, po tym wielkim śródlądowym morzu można się poruszać tylko w łodzi". Wody w rzece przybywa w ciągu sierpnia, przesilenie wylewu następuje we wrześniu. Potem Nil cofa się gwałtownie osiągając najniższy stan maju. Grecy słusznie zauważyli, iż dla egipskich ellachów wylew Świętej Rzeki jest tym, czym dla wieśniaków w Helladzie „błogosławiony deszcz Zeusa". Jeśli przybór Nilu był zbyt wysoki, woda przelewała się przez tamy i niszczyła system irygacyjny jeśli zaś zbyt niski, za mało pól zostawało nawodnionych. Na szczęście lustro wody około 20 września zatrzymywało się zazwyczaj na którejś z przedostatnich kresek Nilometru na wyspie Roda, co oznaczało sześć łokci właśnie owego „idealnego" przyboru.

I tak było zawsze, odkąd sięga pamięć ludzka z wyjątkiem fatalnego roku 30 p.n.e. — roku śmierć królowej Kleopatry kiedy to, jeśli wierzyć stare egipskiej legendzie, Nil po raz pierwszy i ostatni wystąpił z brzegów.

Pierwsi osiedleńcy w dolinie Nilu podzielili się na grupy terytorialne, z których każda czciła swoje własne bóstwo. W ich wierzeniach przetrwała widać pamięć o saharyjskim raju łowów — obecnie przemienionym w pustynię — pierwotni bowiem bogowi Egiptu to zwierzęta łowne, takie jak lew, antylopa.

Z upływem czasu te początkowo odrębne grupy zaczęły się łączyć w większe wspólnoty. Powoli na północy i południu powstawać zaczęły dwa ośrodki władzy i coraz wyraźniej zaczął się zaznaczać podział na Egipt Dolny (Delta) i Egipt Górny (Dolina Nilu) władca Delty przywdział czerwoną koronę ozdobioną wizerunkiem kobry, a jego sąsiad z południa włożył na głowę koronę białą. Później, kiedy oba kraje złączyły się w jedno państwo, Narmer, pierwszy farao zjednoczonego Egiptu, nosił obie korony na raz. I ta już pozostało — na całe trzy tysiące lat.

Historię Egiptu tradycyjnie dzieli się na 31 dynastii. Podział ten po raz pierwszy zastosowany przez kapłana Manethona (Manetho w III w p.n.e. podzieli dzieje Egiptu na 30 dynastii — dynastię 31 dodano całkiem niedawno) utrzymał się aż do dnia dzisiejszego. Słynne egipskie piramidy, które dla świata są symbolem rządów faraonów, to praktycznie dzieło tylko czterech dynastii: trzeciej (2868—2613 p.n.e), czwartej (2613—2494 p.n.e.), piątej (2494—2345 p.n.e.), szóstej (2345—2181 p.n.e.). Łącznie więc tzw. „era piramid" w liczącej 30 wieków historii Egiptu trwa „zaledwie" 500 lat. Wprawdzie i później różni możni tamtego świata wznosili sobie piramidy i piramidki (XII dynastia), ale był to już tylko czczy przejaw mody „retro", marne naśladownictwo kolosów przeszłości, wyraz nostalgii za dawno minioną epoką świetności i potęgi, którą w oczach Egipcjan symbolizowały trzy kamienne siostry w Gizie.

Niczego nie można być pewnym, jeśli chodzi o piramidy, nawet nazwy. Egipcjanie swe kamienne góry określali słowem „mer", Grecy zaś, którzy w Egipcie pojawili się w VII wieku p.n.e., przezwali je żartobliwie „.ciasteczkami", co w ich języku brzmi: pyramis.

I któż by pomyślał, że nazwa dostojnej piramidy mogła wziąć się od nazwy greckich pszennych ciastek w kształcie trójkąta, którymi zajadały się dzieciaki osadników. Ale i tego — jak zaznaczyliśmy na wstępie — nie można być pewnym. Anglik F.L. Griffith na przykład wywodzi etymologię tego słowa od gipskiego rdzenia „pr-m-ws", używanego przez autora tzw. Matematycznego Papirusu Rhinda dla określenia wysokości piramidy. Jeszcze inni znawcy przedmiotu skłonni są źródłosłowu tej tajemniczej nazwy szukać w greckim rzeczowniku „pyr" oznaczającym ogień.

Sami Egipcjanie zdaje się nie mieli jakiegoś stałego określenia dla piramid; każdą traktowali indywidualnie, mówiąc jej „po imieniu". Tak więc piramidę Cheopsa nazywano tajemniczo „Horyzont Chufu" (lub „Horyzontalny jest Chufu"), tę należącą do Mykerinosa w sposób przesadny: „Menkaure jest boski", piramidę Chefrena patetycznie: „Chefren jest wielki", piramidę Snofru refleksyjnie: „To przypomina Snofru", a grobowiec Szepseskafa najbardziej adekwatnie: „Chłodny (lub Zimny) jest Szep-seskaf".

W tzw. „Tekstach Piramid" — rytualnych inskrypcjach wypisywanych na ścianach krypt i korytarzy grobowców królewskich — wśród magicznych zaklęć i opisów pozagrobowych wędrówek dominuje motyw „wniebowstąpienia" zmarłego władcy. Faraon, a właściwie jego dusza, „wdrapuje" się do niebieskiego raju po schodach lub częściej po trójkątnym promieniu słonecznym przypominającym wysmukłą piramidę lub obelisk. Czyżby więc piramidy były kamiennymi symbolami słońca? Czyżby naśladowały kształt magicznego promienia, który zmarłym gwarantuje najkrótszą drogę do raju? Jeśli tak. to „pyramis" byłaby" świętą formą zarezerwowaną wyłącznie dla śmierci, swoistą „przepustką do wieczności", której moc brała się z kształtu. Ale i tego — jak wszystkiego co dotyczy piramid — nie można być pewnym. Prawdę o tym, co było, znają tylko Egipcjanie, którzy tajemnice swe zabrali do grobów.

Symbolem Egiptu pozostały więc piramidy, o których dziś, po latach badań i poszukiwań wiemy niewiele więcej niż sto lat temu. Jedno jest tylko pewne: piramidy były „największym" wyrazem egipskiego kultu zmarłych. Obłędna idea przezwyciężenia fatum śmierci doczekała się w nich wiecznego pomnika. Są one dziećmi egipskiej doktryny eschatologicznej, najdziwniejszej jaką zna świat. Zawarta jest w nich również najbardziej optymistyczna formuła śmierci, na jaką zdobył się człowiek; są one bowiem , wyrazem niezgody na zjawisko przemijania.